




kilka zdjęć z Rafinerii by Łukasz:
więcej zdjęć dostępnych pod adresem http://picasaweb.google.com/lukasj8/Rafineria
"Kultura nie zbawia niczego i nikogo, nie uzasadnia. Ale jest wytworem człowieka - człowiek odbija się w niej i rozpoznaje; jedynie to zwierciadło krytyczne ukazuje mu jego obraz."





podobno Liev Schreiber chciał napisać książkę o swoich relacjach z Ukraińskim dziadkiem, jednak, gdy dowiedział się, że Safran Foer już to zrobił w "Wszystko jest iluminacją" zaprzestał próbie i zabrał się za realizację filmu o tym samym tytule. i dobrze, że to zrobił, bo powstała naprawdę poruszająca ekranizacja.
no dobra, postanowiłem reaktywować bloga i nie pisać tak jak to początku zakładałem za wszelką cenę o wszystkim co wpadnie mi w łapska czy co obejrzę, tylko po prostu o tym o czym napisać mam ochotę. i robić to głównie dla własnego użytku. więc na pierwszy ogień idzie Festiwal Młodych Kultur Rafineria (rafineria.net) w Redzie. po raz pierwszy festiwal ten odbywał się w tak rozbudowanej formie, bo aż 3 dniowej, z możliwością wykupienia pobytu na polu namiotowym. pole co prawda nie było imponujących wielkości, ale ostatecznie na te raptem ~50 namiotów w zupełności starczyło. sama impreza też oszałamiająco wielka nie była, każdego dnia gromadziła ok. 200-300 uczestników... i teraz wystarczy porównać to do HOFa (50 tys. ludzi każdego dnia i 10 tys. na polu) czy Offa (8 tys. uczestników). jednym słowem było kameralnie i trójmiejsko. pogoda dopisała tylko częściowo, obyło się bez deszczu pierwszego dnia, za to drugi dzień został już przez opady zdominowany. może tutaj szukać przyczyny drętwości Rafinerii? na taką ilość koncertów (obejrzałem ich 14) bawiłem się dobrze na zaledwie 3! oczywiście największe show zrobili Cool Kids Of Death i to na ich koncercie najwięcej osób dostało, niesłusznie, wpierdol od ochrony. o ochronie nie chce mi się wypowiadać bo po prostu szkoda słów.
"Gęstniejący tłum patrzył na nich jak połykali tę pigułkę historyczną, tłum starzał się i wycofywał tyłem, szepcząc: Zwyciężeni z roku 40, żołnierze klęski, to przez nich jesteśmy w okowach. Pozostawali tu, niezmienni pod tymi zmiennymi spojrzeniami, osądzeni, wymierzeni, skomentowani, oskarżeni, usprawiedliwieni, skazani, uwięzieni w tym dniu, którego nic nie zmaże, spowici w brzęczenie much i w pomruk działa, w zapach przegrzanej zieleni, w powietrze drgające ponad marchwią, winowajcy aż do nieskończoności w oczach własnych synów, wnuków i prawnuków, zwyciężeni z roku 40 - na zawsze."
Kłopotliwy Człowiek (Den Brysomme mannen) (2006) - kłopotliwy - tylko to ciśnie mi się na usta(?). to tak jakby powyciągać wszystko co przerażające u Huxleya wcisnąć w nasze czasy i zmiksować w awangardowym, europejskim stylu. klimatycznie przypominał mi francuski, również dość świeży i niedoceniany Calvaire. na interpretację pozostaje naprawdę sporo miejsca, a i topos alienacji społecznej nie okazał się ani odrobinę infantylny, wręcz przeciwnie - hipnotyzująco rześki i przytłaczająco prawdziwy. szorstko-gorzki. mocne kino.
Garden State (2004) - jest pewien szczególny moment, kiedy wiem, że dany film to ten film, ten który wchodzi na stałe do mojego osobistego, wewnętrznego kanonu, staje się częścią mnie i na zawsze już pozostanie. gdy na napisach końcowych zamykam oczy i słucham ostatniej piosenki trawiąc niedawno usłyszane kwestie, delektując się nimi wśród oplatających mnie dźwięków i zachwycając się każdą sekundą, każdą sceną... to ten moment. piękny debiut Zacha Braffa.
dla kogoś, kto dopiero od miesiąca posiada DVD (gówniane co prawda, ale zawsze coś) i wreszcie może zacząć tworzyć kolekcję z prawdziwego zdarzenia zajebista seria filmów Tarantino wydawana przez Dziennik to naprawdę spore udogodnienie. 7 pozycji co piątek za cenę dwóch browarów, albo paczki fajek. czyli, że warto.
Tim Burton rozczarował mnie tylko raz ("Gnijąca panna młoda" z 2005) i wracając do jego wcześniejszych dokonań nie martwię się tym, że mi się nie spodoba, nie ma po prostu takiej możliwości. dlatego chętnie oglądam filmy sygnowane jego nazwiskiem wyzbywając się chłodnej analizie konwencjonalnych niuansów czerpiąc maksimum satysfakcji i maksimum rozrywki.