przedwczoraj o 20 zacząłem jeść ohydny obiad składający się z tłustego kotleta, odgrzewanych w mikrofalówce ziemniaków i sosu grzybowego. o 20 także głos Thoma Yorke`a oznajmił mi, że rozpoczyna się Waniliowe Niebo. przeszły mnie dreszcze. zapomniałem o obiedzie.
Vanilla Sky (2001) nie ma się co rozdrabniać na wyszukane przymiotniki - każdy kto widział Vanilla Sky, wie jak genialny jest to film. obejrzany po raz trzeci nie stracił nic na swej świetności, zastrzeżenia jedynie miałem do końcówki, która wydawała mi się odrobinę mniej efektowna niż zapamiętałem. może motyw 'życia snem' przemówił do mnie bardziej, gdy sam się tym grubiej interesowałem (lucid dream, oobe i tym podobne pierdoły), a obecnie twardziej stąpam po ziemi... coś w tym jest, niemniej równie zafascynowany Cruisem (!!!), Cruz i Diaz nie odrywałem wzroku od telewizora. 10+/10z kolei przedwczoraj obejrzałem również znany mi już obraz, tym razem mistrza van Santa.
Słoń (2003) - każdy chyba czasami ma ochotę chwycić pistolet automatyczny i powybijać wszystko co się rusza. bynajmniej ja mam. ale do rzeczy - Słoń zawiera sobie wszystko co kocham u van Santa. długie, bezdialogowe ujęcia, podążanie za bohaterem (fantastyczne prowadzenie kamery), ale przede wszystkim psychologię postaci. bez mówienia wprost - to co ma się wydarzyć, dzieje się. nie ma napinana się, pieprzenia z wątkami pobocznymi (tak jak to było w głupim Bang, Bang...). film jedyny w swoim rodzaju, nie ma takiego drugiego i nigdy prawdopodobnie nie będzie. jedni go kochają, drudzy nienawidzą. ja zaliczam się do tych pierwszych.10/10
1 komentarz:
"Vanilla Sky" to jeden z niewielu filmów z Tomem Criusem, w który mi się podobał. Zagrał naprawdę dobrze. Znakomicie wypadli także Cameron Diaz, Jason Lee i Penelopę Cruz.
Wuszu widziałeś hiszpańską wersję tego filmu? "Zmróź oczy" Alejandro Amenabara z Penelope Cruz. Dla mnie ten film jest jeszcze lepszy niż "Vanilla Sky".
"Słoń" Gusa Van Santa to jeden z moich ulubionych filmów. Wspaniały, bardzo oszczędny, surowy, realistyczny i bardzo wstrząsający. Van Sant nie ocenia, nie moralizuje, nie szuka winnych, jak to często bywa w tego typu filmach.
Prześlij komentarz