w niedzielę wieczorem obejrzałem Cztery Pokoje. cztery pokoje = cztery historie = czterech reżyserów = jeden szarżujący grą aktorską Tim Roth. to dzięki niemu dwie pierwsze nowelki trzymały jako taki poziom, bo fabularnie nic specjalnego. sabat nowoczesnych czarownic zaserwowany został przez Allison Anders i aż prosiło się o jakiś mocny, kończący akcent, którego niestety zabrakło. odrobinę się zawiodłem. następnie dostajemy "Pomyłkę" i jest już zdecydowanie lepiej, wybuchy śmiechu i szczere współczucie dla Teda. dwie kolejne nowelki to już popisówa Rodrigueza i Tarantino. zabójcze motywy, świetne dialogi, kupa śmiechu.
przeczytałem "Nowy wspaniały świat" A. Huxleya. wyjątkowo dobrze czyta mi się takie klasyczne antyutopie. odległa przyszłość, słowo "matka" czy "ojciec" wydaje się śmieszne, bo wszyscy rodzą się z tzw. "butli" i dawny schemat społeczny jest czymś kompletnie archaistycznym, obcym. ludzie poddawani są uwarunkowaniom by zachować ład i spokój, każdy ma swoje określone miejsce w machinie życia, są jednostki pełniące odpowiedzialne funkcje, są takie które nie mogłyby żyć bez pracy fizycznej. wszystko napędzane jest dodatkowo wpajanymi podprogowo wartościami, a każdą najmniejszą złą emocję zlikwidować można narkotykiem Somą. nie ma miejsca na cierpienie, bardziej rozwiniętą sferę uczuciową - każdy należy do każdego, ludzie kopulują ze sobą jak myszy i uważają to za zupełnie normalne. i następuje konfrontacja z dawnymi przekonaniami i stylem życia za sprawą Bernarda Marksa, który sprowadza z odizolowanych krain, gdzie istnieją jeszcze relikty normalności Dzikusa by skompromitować swojego szefa, który chce go wysłać na Islandię. i tak jest przez 200 stron, gdzie dochodzimy do kluczowego punktu książki - rozmowy Dzikusa z Mustafą Mondą, najważniejszym w Europie zarządcą. na chłodno przedstawiona zostaje tu koncepcja nowego, wspaniałego świata, gdzie nie potrzeba religii, wyższej kultury, literatury. by społeczeństwo było szczęśliwe wystarczy odpowiednio je wyśrodkować, stworzyć "populacyjne optimum", człowiek jako ślepa kreatura instynktownie wykonująca przeznaczone mu zadanie, podążająca za marchewką zawieszoną na kiju. ludzie wierzą w Boga, bo zostali do tego uwarunkowani, gdyby urodzili się tam, gdzie nikt nawet nie wie co to Bóg, także by nie wiedzieli i nie pragnęli się dowiedzieć. kilkadziesiąt stron, gdzie Huxley sprytnie przemyca różne poglądy, bez zbędnego moralizowania, czy nadymania się.książka ciekawa, styl lekki i przyjemny, poruszone zostają kwestie, nad którymi warto trochę porozmyślać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz