postanowiłem odrobić w sobotę, zarówno książkowo jak i filmowo. jednak udało się obejrzeć tylko jeden film w całości, a mianowicie:
Last Life in The Universe (2003) - jedna z najwspanialszych produkcji jakie udało mi się widzieć w życiu. czyste piękno. kilka postów wcześniej pisałem o 'Be With Me' i teraz mógłbym powtórzyć to samo. skąpe dialogi, skupienie się na głównych bohaterach, bardzo absorbująca i dość niekonwencjonalna fabuła. 'Ostatnie życie we wszechświecie' epatuje magią, jest czymś tak doskonałym w formie i treści, że aż ciężko mi jest o tym pisać i nie potrafię, nie chcę przelać w ten edytor swoich uczuć i przemyśleń, które miałem po seansie. a po seansie wybuchłem, po prostu wybuchłem... chyba zacznę polować na inne ciekawe azjatyckie dramaty, bo to już drugi film z tamtych rejonów (tym razem Tajlandia/Japonia) w ciągu dwóch tygodniu, który mną dość mocno wstrząsnął.z cyklu ciekawe dialogi:
- Tylko jedna walizka, sir?
- Tak, jedziemy tylko tam, aby kogoś zabić. Po czym od razu wracamy.
- Mam nadzieję, że nie porwie pan samolotu. (śmiech)
- Nie martw się, nie jesteśmy Arabami.
- Proszę oto jest pańska karta pokładowa. Wyjście numer 69. Miłego lotu życzę. Panie Tajima, jest pan bardzo śmieszny. (śmiech)
- Hej, młoda damo... Jakieś wodorosty utknęły ci w zębach.
znalazłem wczoraj trochę czasu aby skończyć 'Słowa' Jean-Paul Sartre`a. jest to moja jego trzecia przeczytana książka (po Murze i Mdłościach) na skutek dość obfitej, aczkolwiek chyba tylko chwilowej, fascynacji tym francuskim pisarzem. cóż, muszę przyznać, że Słowa męczyłem długo, miałem momenty, gdzie znużony chciałem rzucić książkę w kąt i więcej do niej nie wracać. wydawała mi się nijaka i męcząca, jednak nie doceniłem jej. może dlatego, że w międzyczasie zmuszony byłem do czytania lektur i jako takim oddaniu się sprawom okołoszkolnym, chociaż w sumie epoka w jakiej obecnie siedzę (romantyzm) daleko nie odbiega od wypocin Sartre`a. Słowa nazwane są spowiedzią, ja bym bardziej nazwał je wyrzyganiem przeszłości. Sartre nie bawi się w cukierkowatość, jest dość surowym ale wnikliwym i rozwlekłym komentatorem swojego dzieciństwa. skupia się na tych całkiem wczesnych latach, gdy miał lat 8-10 co z czasem robi się naprawdę dziwne, przypomniał mi się 'Malowany Ptak' Kosińskiego, gdy bohater również jest młody i również na swój wiek w pewien sposób niezwykle rozwinięty, toteż łapałem się na tym, że przestawałem myśleć o młodym Jean-Paulu jako dziecku, a bardziej jako nastolatku, a nawet młodym mężczyźnie. często także dopatrywałem się analogii w jego a moim sposobie myślenia, ale całkowicie bym się z nim nie utożsamiał. pewne podobieństwa zauważyłem, to jak podchodzi do życia, do bycia aktorem w świecie i ciągłego interpretowania i analizy otoczenia, rodziny, przyjaciół, otaczającej rzeczywistości. o czymś takim pisał już w jednym z opowiadań z 'Muru' (Dzieciństwo wodza), jednak w zdecydowanie mniej subtelny sposób, niewątpliwie głęboko czerpiąc z własnych doświadczeń. na ostatnich stronach także nawiązuje do postaci Roquentina z 'Mdłości', pisząc, że tak naprawdę Roquentin to postać bazująca na nim, ale co oczywiście można było zauważyć.Słowa to ciężka i trudna książka inna od pozostałych z twórczości Sartre`a. jego język niekiedy porusza trafiając w samo sedno podczas wielu życiowo-filozoficznych rozważań, ale także nudzi i brakuje czegoś co było chociażby w Mdłościach. pewnie tak miało być i nie ma co z tym dyskutować, Sartre chciał wyrzucić z siebie coś co mu zalegało na żołądku i zrobił to w dobry, ale mało elegancki sposób. książki nie polecam wszystkim, jego fani, do których się po cichu zaliczam, mogą być z jednej strony zadowoleni z drugiej strony trochę zawiedzeni. ale tylko trochę.
no dobra, nie byłbym sobą nie napisawszy, że W LUTYM DO POLSKI PRZYJEŻDŻA THE CURE!! zespół, który był kiedyś przeze mnie czczony i święty, Robert Smith był mym jedynym prawdziwym Bogiem. gdyby trzy lata temu odwiedzili Polskę, zrobiłbym wszystko aby pojechać na koncert, pamiętam jaki byłem zły nie mogąc jechać do Berlina (14 latek pchający się na koncert za granicę, jeszcze tego brakowało). teraz jest dużo, dużo, dużo łatwiej - jest transport do Warszawy, z powrotem trochę gorzej, ale to nie byłby taki kłopot, pozwolenie jest, wystarczy tylko iść do TicketPro i zakupić 15 października bilecik. jednak jest jeden problem - koszty. zapewne wyjdzie coś koło 250 zł, a karnety na openera również tanie nie są 
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz