sobota, 15 września 2007

piątek czternastego

nie skłamię pisząc, że przez cały tydzień czekam na piątkowy wieczór. po ciężkim tygodniu, gdzie przeplatało się marnowanie czasu z nauką, marnowanie czasu z wizytami u lekarzy, marnowanie czasu ze słuchaniem muzyki, wreszcie przychodzi upragniony dzień, upragniona godzina, kiedy można usiąść przed monitorem komputera z szklanką soku pomarańczowego i rozpocząć sesję filmową.

14.09.2007

Vozvrashcheniye - Powrót. (2003) - film, o którym przed obejrzeniem kompletnie nie widziałem nic. no może tylko to, że jest produkcji rosyjskiej i swojego czasu obsypany został na wielu międzynarodowych festiwalach. ostatnio wyjątkowo łapczywie rzucam się na takie pozycje, pragnę wewnętrznego sponiewierania, gry na najgłębszych emocjach. to był strzał w dziesiątkę - Powrót zdeklasował wszelkie europejskie dramaty, które miałem okazję oglądać do tej pory.

w czym tkwi magia tego dzieła, co sprawia, że jest taki wyjątkowy? niebagatelność, subtelność a zarazem agresywność a przede wszystkim niezwykła naturalność gry aktorskiej. przed tym co zobaczyłem na ekranie swojego LG można paść na kolana i oddawać modły. dwójka młodych bohaterów - Iwan i Andrey + ojczulek (no marnotrawny ojczulek, nie było go 12 lat i sobie teraz wraca) zagrała na długą, w pełni zasłużoną owację na stojąco. te skąpe dialogi, mimika twarzy, zachowania, ruchy. coś wspaniałego. na długo zapadnie mi kulminacyjna scena na wieży, napięcie rośnie i rośnie, by w końcu eksplodować gorzkim finałem.
tak, to był bardzo gorzki film.

PLUSY:
- przejmująca gra aktorska
- zdjęcia
- fantastyczna oprawa dźwiękowa
- niebanalny scenariusz

MINUSY:
- brak


Be With Me - Bądź ze mną (2005) - film singapurskiego reżysera Erica Khoo składa się z trzech historii. lesbijskiej miłości nastolatek, niespełnionym grubasie kochającym się skrycie w pewnej bogatej kobiecie, ale najważniejsza jest historia trzecia - niewidomo-głuchej kobiety.
przyznam, że straciłem początek filmu (leciał na Ale Kino!), jednak wstrząsnął mną na tyle, że muszę się swoimi wrażeniami podzielić.
mój stosunek do kina azjatyckiego jest nijaki - za mało widziałem, żeby jednoznacznie móc określić się, czy lubię ich kino, czy nie. do tej pory moją perełką z dalekiego wschodu był koreański 'Old Boy'. od wczoraj jest to 'Be with me'. dlaczego? kocham minimalizm, jeśli bogata i wzruszająca treść podawana jest w ten sposób, bez przytłaczającej kolorystyki i rozbudowanych dialogów, człowiek podczas seansu może wpaść w trans, zacząć rozmyślać nad losem bohaterów, ich cierpieniu - czasami banalnym, radości - mimo bólu. szczerości cierpienia. Khoo zrobił film niesamowity pod tym względem, konfrontuje błahostki z sytuacjami bez wyjścia (fizyczne ułomności bohaterki), gdzie mało kto potrafiłby robić ze swoją egzystencją coś konkretnego, coś co byłoby natchnieniem dla innych... jest to tak wzruszająca opowieść, że łzy lały mi się strumieniami. nie jest to pozycja łatwa, dla każdego. mnie powalilła, MUSZĘ, obejrzeć 'Be with me' w całości.

Videodrome (1983) - lubisz, gdy telewizor pożera głównego bohatera? chętnie oglądasz filmy pełne obrzydliwych elementów, krwi, flaków i schiz? to dobrze trafiłeś, Videodrome Cronnenberga jest dla ciebie wprost wymarzoną pozycją!
świat, który opanował pościg za widzem, sieci telewizyjne wyprzedzają się w pomysłach. i np. taki kanał 83 - Civic TV - postanawia puszczać wszystko co hardcorowe - seks, przemoc, agresja. jednak to ciągle za mało, trendy idą w różnych kierunkach, trzeba zaserwować coś innowacyjnego, coś co będzie brutalnie naturalne, onirycznie uzależniające. i tak szef stacji trafia na Videodrome, nielegalny program, w którym na oczach widzów maltretuje i morduje się kobiety.
fajnie nie?
i teraz zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki. oglądanie pirackich kopii powoduje przerażające halucynacje, co też Cronneberg pokazał jak na lata osiemdziesiąte bardzo elegancko. nie ma groteski, momentami naprawdę się bałem i byłem zszokowany. historia się rozwija, niektóre wątki przeradzają się w intrygę... gra aktorska przyzwoita, zdjęcia niezłe, muzyka poprawna.
obowiązkowa pozycja dla fanów kanadyjskiego reżysera, dla innych - nieobowiązkowa ciekawostka.

to był udany piątek.

Brak komentarzy: