filmy dokumentalne o muzyce mnie... nudzą. dobrze jedynie wspominam "Mistrzów wrzasku" (film o muzycznej scenie Islandii), który obejrzałem chyba z cztery razy i za każdym razem mi się podobało. i tym razem było o wrzasku/krzyku/hałasie, z tym że z zupełnie innej półki..."Muzyczny hard core" (2006) - historia amerykańskiego hard core`u - jednego z najbardziej eksremalnych gatunków w historii muzyki rockowej. zespoły takie jak Black Flag, Bad Brains, Cricle Jerks, Minor Threat, Misfits itp. itd. "naucz się trzech akordów i graj najszybciej jak potrafisz" - tak mniej więcej wyglądała idea muzyki hc. dochodziły aspekty polityczne (fuck Reagan), indywidualne poczucie wyobcowania w konsumpcyjnym społeczeństwie coraz bardziej nawiązującym do 'pedalskich i romantycznych' lat pięćdziesiątych i chęć w jak najbardziej nieskomplikowany i agresywny sposób wyrażenia siebie i swoich przekonań. gdy się o tym czyta wydaję się, ok - kolejni idioci, którzy próbowali przeciwstawić się systemowi. ale jak słucha się tego od czterdziestoletnich liderów tamtej kultury dostrzega się także inne aspekty. ta kultura była bardzo naturalna, bardzo spontaniczna i już nigdy tamte czasy nie odrodzą się. zespołów hardcorowych w latach osiemdziesiątych w Stanach powstawały setki, tysiące! dzieciaki po trzynaście, czternaście lat przychodziły na koncerty nauczyć się od swoich starszych kolegów rzemiosła 'inteligentnego darcia ryja'. co najważniejsze - ludzie się w tym odnajdywali.
zespoły 'śpiewały' o wszystkim : rasizmie ('jestem inny, bo jestem biały' nie wiem, to chyba Misfits było), nazizmie, nienawiści, ekonomicznym rozwarstwieniu. jak pisze R. Sankowski w artykule z dodatku do GW: 'radykalnemu przekazowi towarzyszyła również radykalna muzyka - szybka, ostra, często pozbawiona jakiejkolwiek finezji. tak głośna, gwałtowna i pozbawiona melodii, że nawet sami muzycy hardcore`owi czasem odżegnywali się od używania wobec swoich dokonań określenia "piosenki"'. od hardcoru zaczynali np. Moby czy muzycy z Beastie Boys... daje do myślenia.
jak pisałem na wstępie 'Muzyczna scena...' mnie trochę znużyła, nie dostałem artystycznego kopa na ryj, ale zawsze człowiek wie o danym gatunku muzycznym (o którym do tej pory muszę się przyznać wiedziałem mało) coś więcej. niektóre wstawki z koncertów były niezłe, to jak wokalista pozwalał się publiczności bić by po chwili zacząć całą serię silnych uderzeń waląc wszystkich i wszystko gdzie popadnie, efektowne crowd surfingi i sceniczna żywiołowość.
w tej muzyce nie ma ograniczeń.
American Hardcore
film dokumentalny
USA, 2006, 74 min.
reżyseria:
Paul Rachman
najbliższe emisje na Planete:
22.09 sobota, godz. 00.35
2 komentarze:
kurde, fajny dokument może byc. ja swojego czasu dość dużo HC sluchałem, i nadal od czasu do czasu łaże na konerty
planet nie mam :( będę szukał w necie
dzięki za info. downloading for sure.
Prześlij komentarz